Zbigniew Pawłowski

Zbigniew Pawłowski

"IGŁA"
"Zawsze czytając wiersz zastanawiam się co autor chce przekazać i sam ten przekaz staram się włożyć w wiersz."

O mnie

Mam 66 lat emeryt 🙂 ale prowadzę z powodzeniem działalność gospodarczą w branży budowlanej. Pisałem wiersze już w młodości  ale moje usposobienie niestety odwiodło mnie od tego mimo że około  45 lat temu zainteresował się mną krytyk w Gazecie Zielonogórskiej.
Teraz wracam do pisania.

Moje pisanie to odpowiedzi na prozę  życia , również teraz w czasie pandemii wirusa. Lubię poezje, kocham wprost czytanie ale dotyczy to czytania książek, poezji, poematów.

Dla mnie dobry wiersz to przekaz  swoich uczuć , odczuć, ale też w jakiejś mierze dydaktyka. Kilka moich wierszy postawiły mnie na baczność  właśnie w tym znaczeniu –  wow to jet to. Piszę dla innych jako przekaz, są drukowane w Tygodniowej i w wiadomościach Gubińskich kilka było też w Gazecie Lubuskiej oraz w ogólnopolskim miesięczniku „Akant”.

Wydałem pierwszy  144-stronicowy  tomik  ” KU SERC POKRZEPIENIU”. W opracowaniu jest następny tomik z Limerykami. Zawsze czytając wiersz zastanawiam się co autor chce przekazać i sam ten przekaz  staram się włożyć w wiersz.

Zbigniew Pawłowski „IGŁA”

Radości nigdy za dużo

Sztuce przypisuje się wiele funkcji. Niezwykle istotne są te, które ja ujęłam we wzór: 3 x E, czyli emocja, estetyka, etyka. To oczywiste, że zadaniem artystów jest poruszać, zachwycać pięknem, zwracać uwagę na zagadnienia natury moralnej, ułatwiać dokonywanie życiowych wyborów.

Ale przecież sztuka ma jeszcze jedno niezwykle istotne zadanie – dostarczać nam rozrywki, pozwolić, abyśmy się oderwali od tak zwanej prozy życia, zapomnieli o tym, że nie starczy do pierwszego, że jakiś tam wirus grasuje po świecie, że przybyło nam zmarszczek i kilogramów.

Tu prościej jest z filmem, z teatrem, literaturą pisaną prozą, bo autorzy takich form sztuki chętniej żartują. Ale jeśli chodzi o słowo wiązane, poeci zdecydowanie preferują lirykę w czystej postaci, prawie nigdy nie starając się dostarczyć nam czegoś lżejszego, ku uciesze.

Z tej zasady wyłamał się Zbigniew Pawłowski, gdyż sięgnął po słowne igraszki, jakimi są limeryki, a wcześniej do formy, którą można by nazwać epickim poematem satyrycznym.

Opowiada on o pewnej Dorocie, która przez lata nie radziła sobie z nadwagą, ale dzięki poznaniu w Internecie hipotetycznego księcia przezwyciężyła swe słabości, jak pisze autor. W dodatku, gdy ten okazał się nie jej Władziem, lecz baryłą, Dorcia dała mu szansę i nadzieję, po czym nastąpił happy end.

Druga część tomiku to kilkadziesiąt wierszyków, których prostota jest tylko pozorna, bowiem gatunek ten zwany limerykiem to rodzaj zabawy słownej stawiający autorowi dość rygorystyczne wymagania: konkretną ilość wersów (5), konkretną ich długość (wersy 3 i 4 krótsze od pozostałych), konkretny układ rymów (aabba) – tyle, jeśli chodzi o formę. Jeżeli chodzi o treść – jak na taką miniaturkę wymagań jest bez liku: dobrze by było w pierwszym wersie wymienić bohatera utworu oraz nazwę miejscowości, potem wmieszać go w jakąś absurdalną sytuację (groteska czy pure nonsense mile widziane), a wszystko po to, by całość zaskakująco spuentować. Wolno też być frywolnym, ale tu – uwaga: limerykowicz musi dbać o to, aby nie przekroczyć zasad dobrego smaku i świntuszyć z wdziękiem, co nie jest takie proste, a naszemu autorowi się udało.

Po tę lapidarną formę, której źródeł należy szukać w angielskiej twórczości ludowej, a wzorzec utrwalił Edward Lear, sięgali nasi najwięksi: Tuwim, Gałczyński, Szymborska,

Barańczak… Teraz w całkiem udatny sposób dołącza do nich Zbigniew Pawłowski.

Ta ostatnia dwójka wybitnych poetów uprawiała te i podobne zabawy literackie przez ocean (Barańczak wiele lat spędził w Ameryce), co w czas pandemii może być inspiracją dla czytelników.

Na koniec jeszcze jedno: pamiętać trzeba, że oprócz wymienionych przeze mnie cech limeryk musi spełniać tę najważniejszą funkcję – ma nas bawić, co (mam nadzieję) przydarzy się Państwu w trakcie tej lektury. A czego nam obecnie bardziej potrzeba, jak nie tego, co nas wprowadzi w lepszy nastrój?

Radości nigdy za dużo.

………………………………………………….Jolanta Marciniak

Ku serc pokrzepieniu

Wiersze „Igły”

Pan Zbyszek Pawłowski, jakoś tak w połowie kwietnia 2020 roku, niespodziewanie zaczął przysyłać mi SMS-em swoje wiersze. Znamy się już dawno. Pamiętam nawet wspólny koncert w Zielonej Górze, jeszcze za czasów pana Krzysia Starkiewicza, wielkiego miłośnika teatralnego. Dawne czasy… Ale skąd nagle te wiersze? Powodem był koronawirus i niewiadoma, która dotknęła nas wszystkich. I te dramatyczne pytania co dalej?, które wzmagały karuzelę lęku coraz silniej, gdy napływały nowe informacje o kolejnych zachorowaniach. Sytuacja była nierealna. Znaliśmy ją tylko z filmu „Śmierć w Wenecji”, według Tomasza Manna, w reżyserii Viscontiego, czy „Dżumy” Alberta Camusa. Niestety tak było do marca 2020 roku, czyli do wybuchu epidemii. Później nastąpił nowy etap w życiu, w którym trzeba było jakoś istnieć. Sądzę, że nadmiar przemyśleń na temat pandemii spowodował konieczność podzielenia się stanem emocjonalnym pana Zbigniewa, poprzez myśli-chwile wyrażone słowami i skierowane do innych. Później, od 14 kwietnia 2020 roku, prawie każdego dnia, pan Zbyszek notował rzeczywistość w kolejnych wierszach, na przykład:

  • Ulicami miast w maseczkach, idą Ci, co o jutro dbają.
  • Uwierz w dobro wszystkiego, to czas jest próby, ten czas cierpienia.
  • Przez wirusa w człeku wiele się obudzi, bo pokłady dobra w sobie wciąż mamy.
  • Wiele zmian przyjmiesz spokojnie, od uśmiechu zaczynając każdy dzień, ku serc pokrzepieniu.
  • Gdy uparcie stoisz ciągle przy swych racjach, to świat cały jest dla Ciebie poza szybą.

Zauważyłem, że wiersze autor pisał w różnych porach dnia, często wieczorem.
Ale jeden z nich, „Wołanie”, był napisany rano, o godz. 8:31

Boże, mój Panie, do Ciebie wołam,
Pomóż mi proszę w mojej słabości,
Z Twoją pomocą na pewno zdołam
Dar Ci przekazać mojej miłości.

Bo jak może być inaczej, skoro w innym utworze pan Zbyszek pisze:

Wirus krąży wokół nas swą pętlę zaciskając,
W swych rękach trzymasz ważną rzecz,
Nadzieją zwie się ona.

Poprzez te wiersze pan Pawłowski chce jakoś pomóc sobie i innym, poprzez jasną stronę życia, by łatwiej pokonywać strach.
Pan Zbigniew ma pseudonim Igła. I chyba słusznie, bo pozszywał trudne dni długich miesięcy pandemii i ubrał je w zrytmizowane słowa otuchy.

Warszawa, 3.08.2020 rok

prof. Wiesław Komasa

Zwyczajne cuda

Mała wioska i skraj lasuDrzwi komórki skrzypnęłyOd jakiegoś przecież czasuCuda dziać się tu zaczęły.Jeśli można nazwać cudemCoś co tutaj się wyrabiaPani idzie za ogródekI z lasu zwierzęta zwabia.Lis przychodzi i …